Dawno nie gotowałam. Mam na to ostatnio bardzo mało czasu. Chwytamy z Panem B. to co akurat jest pod ręką ... nie jestem z tego dumna. W weekend jednak mam zamiar zrobić coś zdrowego i smacznego :)
Pomysłu jeszcze do końca nie mam... jakieś podpowiedzi?!?!
Postanowiłam zmienić troszkę wygląd bloga, tamto tło było zbyt mocne jak na moje ostatnie nastroje...
a to jest takie jak trzeba, takie w klimacie tegorocznym...w klimacie DOMU :)
Mam ogromną ochotę na zakupy ... takie domowe... dywany, narzuty, zasłony itp.. ale Pan B. moją ochotę skutecznie tłumi.Uważa, że nie ma sensu kupować takich rzeczy do obecnego mieszkania bo za chwilkę mogą nijak pasować do "dziury" ... i jak zwykle ma rację. Więc czekam cierpliwie na ten czas, oglądając tylko odpowiednie strony w internecie.:)
Mam dopiero (lub aż) 28 lat... (co prawda prawie 29 :)) i byłam w życiu na kilku domówkach w Sylwestra, pod chmurką, w łóżku przespałam go czasem, a nawet zdarzyło mi się być na prawdziwym balu ... ale czegoś takiego jak wczoraj jeszcze nigdy nie przeżyłam...
A było to tak....
Pojechaliśmy z Panem B. na domówkę do kuzyna Pana B. było tam kilka osób (ale dużo mniej niż się zapowiadało) w związku z tym podjęliśmy decyzję o przedpółnocnej ewakuacji na pobliski koncert i pokaz sztucznych ogni. Na domówce jednak rozmowy były bardzo poważne, tematy teologiczne.... spotkało się przy stole kilka odłamów chrześcijaństwa i zaowocowało to zagorzałą dyskusją... czego kompletnie się nie spodziewałam. Moja wiedza z czasów studiów po raz kolejny wystawiona została na próbę. W głowie szukałam różnych wiadomości z etyki, filozofii i Katolickiej Nauki Społecznej ... i co? I niestety niewiele pamiętam.... :// Przypomniałam sobie za to popołudnia spędzone na ploteczkach z Panem M. w kawiarence na poziomie -1 :) Oczywiście w czasie wykładów z wyżej wymienionych tematów ... Miłe wspomnienie:))
W każdym razie po wymianie poglądów na temat końca świata, Biblii oraz innych takich... o 23:00 "po angielsku" udało nam się czmychnąć po to by złożyć sobie życzenia nieopodal "dziury" przy dźwiękach "Facet to świnia"... o czym za chwilę mogliśmy się przekonać oglądając szarpaninę pomiędzy dwiema parami pod naszym oknem... ale jakby tego było mało dołączyła do niech grupa kilkunastu przechodzących obok młodych mężczyzn.... i po dość groźnie wyglądającej bójce ... przyjechały 3 policyjne radiowozy. Nie wiem jak się sprawa zakończyła bo przerażona schowałam się pod kołdrę... nie lubię się bać, nie lubię przemocy, bardzo boję się takich sytuacji :((
Jednym słowem był to najdziwniejszy Sylwester w moim życiu. Potwierdzający moją niechęć do tej jakże wymuszonej imprezy.
A dzisiaj.............?
Wstaliśmy o 10:00, zjedliśmy na śniadanie własnoręcznie zrobioną pastę jajeczną (wczoraj było mało alkoholu więc bardzo bezpieczne śniadanko) i słuchamy w łóżku Koncertu Noworocznego z Wiednia. (z komputerem na kolanach jak widać)
A co do postanowień ... mamy 2 wspólne ...
1. takie jak co roku ... dieta :)
2. ważniejsze .... ale to tajemnica :))
Ps Dziękuję Pani M. za telefon po północy i życzenia z właściwym akcentem "Happy New Year" ... łza się w oku kręci :) Dziekuję:))
Zwykle w wigilię Nowego Roku podsumowuje się rok stary ...
Kilka rzeczy ważnych w moim życiu wydarzyło się w 2011 ... przede wszystkim stałam się z Panny J. - Panią B. :) Druga z najważniejszych rzeczy to kredyt w Euro i kupienie "dziury" :))
2 lipca 2011
Bardzo miłe wspomnienie z 2011 to wakacje w Kotlinie Kłodzkiej i wycieczka do Pragi
(już jako Państwo B.)
Zieleniec
.....
2011 to jeden z najbardziej obfitujący w wydarzenia rok w moim życiu....
... a dzisiaj idziemy z Panem B. uczcić naszą rocznicę bycia we dwoje - trzecią rocznicę :)
Życzę Wam wszystkim udanej zabawy dzisiaj, a jeśli nie zabawy to przynajmniej miłych podsumowań :)
Trzeba było wsiąść do samochodu o 6:10, przetrzeć zaspane poświątecznie oczy, wcześniej 3 minuty poświęcić zaszronionym szybom (już -1 je ładne przykrywa skorupką szronu) i ruszyć w drogę...
Na szczęście wielu Warszawiaków zostało w domach więc na ulicach troszkę luźniej niż w normalny dzień.
Praca zaskakująca... była przekonana, że niewiele osób dotrze, a tu frekwencja prawie 90% no no no...
w głowie jednak kołatało się tysiąc myśli niezbyt związanych z pracą... co znów zaburzało efektywność...
Ale co trzeba było zrobić - zrobiłam :)
Po powrocie do domu ( także w korku o 1/3 mniejszym niż w normalny dzień) zabrałam się za sprzątanie....
i jakoś tak mi poszło, że posprzątałam wszystko na błysk :)
Lubię porządek. Wszędzie. W domu, w otoczeniu, w pracy, w głowie...
jestem dość uporządkowana i lubię mieć wszystko zaplanowane. I wtedy jest ok. Przewidywalnie.Dobrze.
Lubię też odliczać dni ...
1 stycznia będzie 3 rocznica bycia naszego z Panem B parą.
Od faktu "Państwo B" minęło 178 dni, a jak dobrze pójdzie za 365 dni odbierzemy klucze do naszej dziury :)
I tak sobie odmierzam czas, czekam na Pana B. (dzisiaj późno wraca z pracy) zajadam cini minis, słucham jak mi serce bije i staram się nie stresować.
Uspokajam się znajomym głosem i kojącymi piosenkami (jak np ta...) i myślą, że za 2 dni znów weekend :))