stylesheet' type='text/css'>

poniedziałek, 15 stycznia 2018

R.I.P Dolores :/


Wciąż nie mogę w to uwierzyć... ten głos, którego nie pomylisz z innym.




Dziś drżę jeszcze bardziej niż zwykle.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

2017/2018

2017

Sama przed sobą czuję, że nie mam o czym pisać. Mam same najgorsze myśli w swoim kierunku. Po pierwsze zmarnowałam czas. Miałam rok żeby zająć się najważnieszymi sprawami, a ciągle to odkładałam, działałam z doskoku. Priorytety chyba miałam inne. Zawsze znajduję jakieś wytłumaczenie. Zaprzepaściłam efekty pracy nad sobą, siłownia trzy razy w tygodniu, zdrowe jedzenie - gdy zaczynam tak żyć - szybko lepiej się czuję i lepiej wyglądam. Miałam takie 4 miesiące w 2017. Przestałam  tak żyć - efekt jojo. Każdego roku obiecuję sobie, że zmienię to na zawsze. W tym roku nie mam zamiaru, ta motywacja i energia same przychodzą. Może powinnam ale nie będę i nie chcę nic zakładać. Zachce mi się sportu i diety to to zrobię, nie zachce mi się - nie zrobię. Naprawdę ta presja wewnętrzna czy zewnętrzna bardzo są męczące i niewygodne, nie służą.
Pracę miałam zmienić, przepłakałam przez nią wiele wieczorów, zezłościłam się, piłam wino i co? I nic. Czasu nie miałam żeby poszukać, tyle miałam pracy w tej.
Zrywy spotkań  z ludźmi - czasem miałam czas, a czasem bardzo nie miałam i tez wszystko było tak w kratkę.
Do rodziców miałam częściej jeździć i co? Nie udało się.
Miałam mniej się bać ..jasne...
Pisać tutaj od czasu do czasu...tak...
No gdzie nie spojrzę coś zawaliłam!
Co za rok...

2018

Nie planuję niczego. Nie składam żadnych obietnic.
Chciałabym jednego - żebym zawsze, w każdej sytuacji umiała okreslić co jest najważniejsze i żebym się tego trzymała nie zbaczając z drogi. Żeby coś udało mi się od początku do końca. Żebym pod koniec 2018 r, uśmiechała się do siebie.

Wam też tego życzę. Uśmiechu do siebie, z bardzo wielu powodów.

wtorek, 1 sierpnia 2017

1 sierpnia

Jeśli Ktoś z Was czasem bywa w Warszawie i zna ją - tak jak ja - pędzącą bez pamięci, to koniecznie musi kiedyś być tutaj 1 sierpnia. To, jak jednoczy nas ta 17:00 jest nieporównywalne z niczym. Ta minuta, gdy patrzymy w niebo, a całe miasto - całe miasto - to pędzące - STOI.

Pamięć, cześć, chwała.



środa, 14 czerwca 2017

Muzycznie

Znałam kiedyś kogoś, kto kochał muzykę jak ja. Taką samą jak ja. Wtedy naprawdę napawaliśmy się nutami. Wiedziałam, słysząć jakąś piosenkę, że napewno tej osobie też się spodoba. Pisaliśmy w tym samym czasie sms "widziałaś już jest nowa płyta..." jakaś tam...
Fajowo było. Naprawdę - pod tym względem total synchro.
I choć dzisiaj znajomości juz brak, to przypiuszczam, że wciąż nam się podobaja podobne nuty.

Tak w ogóle o muzyce to ja by mogła dużo, bo bardzo, bardzo lubię. I choć bliższa mi sentymentalna spokojna muzyka to  czasem latem i ja zaszaleję:) Dzisiaj przedstawiam moje nieoczywiste upodobania ostatnich tygodni.
Czego, więc,  słucham dzisiaj?

1. Patrick The Pan - Nieodpowieść z Dawidem Podsiadłą (tak! odmienia się) . Tekst, muzyka głos i  teledysk. Serio, serio. Bardzo mnie wciąga.

2.  Miuosh z Kasią Nosowską, Tramwaje i gwiazdy  "dorośnij, dorośnij" - ciarrryyy!

3. Nowy Mrozu  - zawsze gdześ tam lubiłam chłopaka, a ta nowa płyta brzmi nieźle choć jeszcze wszystkiego nie słyszałam. Muszę sobie włączyć w słuchawkach.

4. No i na koniec - Męskie Granie 2017 - do sprzątania extra:))))


A co Wam dzisiaj w duszy gra?

poniedziałek, 12 czerwca 2017

A ja...

Jestem, jestem...
Raczej chyba nikt mnie nie szuka ale tak dla przyzwoitości i porządku piszę.
Skąd taka przerwa i co się działo?
Jak zwykle zajęłam się na 100 % pracą. Znów zmienił mi się szef, znów miałam bardzo dużo pracy.
Po dwóch miesiącach wege zaczęłam jeść mięso. Dlaczego?
Bo zaczęłam tyć:(
Na początku wow - warzywa i kasze, gotowanie i wilki fun, a później coraz gorzej - zamiast kotletów z groszku - naleśniki z dżemem, zamiast warzywnego leczo - ruskie pierogi albo makaron z pieczarkami. Pyszne ale mączne:/ Wiedziałam, że wcale nie o to mi chodziło a jakoś zapał opadł.
Postanowiłam poszukać innej drogi. Szukałam, szukałam i zaczęłam jeść mięso ale mądrze.
Eksperymentuję dalej - od 1.04 - nie jem cukru, nie jem soli, jem mięso ale rozsądne ilości i duszone, gotowane, na parze, z grilla - bez smażenia.
I stało się coś w co nie mogę uwierzyć... chodzę na siłownię. Naprawdę. Powinnam 3 razy w tygodniu i robię wszystko żeby tak się działo ale wciąż mam jakieś wymówki.
Praca do późna, brak siły, złe samopoczucie... zawsze coś.  (Sport jednak trochę zaczynam lubić, a to już coś.)
Ostatnio kolejna niesprzyjająca sytuacja - zapalenie oskrzeli. Niestety jestem teraz chora i choć biorę antybiotyk od kilku dni - wciąż kaszlę. Dzisiaj idę kontrolnie do lekarza, przypuszczam, że dostanę jeszcze kilka dni zwolnienia lekarskiego (choć mam nadzieję, że jednak nie) i być może jakieś leki, które mi w końcu pomogą. Już męczy mnie ten kaszel. Taka piękna pogoda, a ja uziemiona://
Lato przed nami jednak długie, oby było lepiej!

czwartek, 6 kwietnia 2017

WIOSNA

Jesteśmy piękni, trzydziestoletni...
(prawie:P)


niedziela, 26 lutego 2017

Co ostatnio zjadamy?

Są takie trzy kobietki w sieci, których osobiście nie znam ale często czytam co piszą, oglądam ich zdjęcia i filmy, które nagrywają. Inspiruje mnie wiele osób, tych w Internecie też, ale te trzy Panie szczególnie polubiłam. To Justyna, Basia i Monika - pewnie większość z Was też je zna. Kiedy mam takie chwile - "jestem do niczego, nic mi się nie udaje..." to wpadam do nich na dziesięć minut czy na dwie i zaraz mi lepiej. Mądre te dziewczyny są, takie normalne, mówią, że one też mają gorsze dni i problemy. I naprawdę polubiłam je wirtualne.
Dlaczego Ci o tym mówię? Bo ostatnio zainspirowały mnie na dobre. Chyba przypadkiem tak się złożyło, ze gdy byłam chora niedawno, a jak wiesz przez prawie miesiąc nie mogłam pozbyć się kataru na przemian z kaszlem, totalnie straciłam apetyt na mięso. Po prostu nie mogłam piec, smażyć, gotować, kroić mięsa... straciłam też jakby smak i umiejętność doprawiania go. Pan B. mruczał pod nosem, że coś jest nie tak z tym kotletem, a ja patrzyłam na kotlet z daleka z miną pt. jakże można to jeść? Musisz wiedzieć, ze byłam wielką wielbicielką wędlin  - dzisiaj mam wrażenie, że ich skład to sama sól.


Znam już trochę siebie i wiem, ze mój organizm umie poprosić o pewne witaminy czy składniki mineralne - znacie to też - drżąca powieka albo taki apetyt na pomarańcze, że nie można się przed nim obronić. Ja też tak miewam i tutaj też uwierzyłam swojemu wewnętrznemu głosowi, który odrzucił mięso.


W tym samym czasie natknęłam się na posty dziewczyn o zdrowym jedzeniu i wpadłam. Stąd ten wstęp o ich blogach i inspiracji.
Zaprosiłam też do takiego jedzenia Pana B., który na razie dzielnie sobie radzi. Nie jesteśmy ortodoksyjni, słuchamy siebie. Ja jeszcze tak nie miałam, ale jeśli Pan B. ma ochotę na kotleta to zjada go na obiad w barku w pracy. Zdarzyło się to jednak dopiero jeden raz, a trwamy tak już miesiąc. Co więc jemy?
Jemy sery i jajka, jemy też ryby, jemy kasze, warzywa strączkowe i wszelkie inne jemy też owoce. Jemy gluten - choć pewnie wszystkie obecne mody i poradniki polecają by go wykluczyć - jemy, ale staramy się jeść jak najmniej pieczywa, a pszennego nie jemy w ogóle.
Cukier - samo złooooo :)). Staramy się jeść go jak najmniej i zastępować owocami, orzechami ale nie czytamy etykiet z ketchupem aby znaleźć taki bez cukru. Mamy taką zasadę, że jeśli coś można zrobić samemu i wiedzieć co jest w środku to lepiej tak niż kupić "gotowca".



Myślę, że raczkujemy, pomagają nam przepisy z sieci, np:

http://ervegan.com/
http://www.jadlonomia.com/
http://ammniam.pl/
Czytam o tym trochę i faktycznie mimo, że to może chwilowa moda to jednak zdrowa. 
Nie wydajemy na nią zbyt dużo pieniędzy, kg kaszy czy papryki to dużo mniej niż kg mięsa lub szynki, naprawdę gdyby to była droga dieta na pewno bym jej nie stosowała:) Można jeść siemię lniane zamiast chia albo zmielić wiórki kokosowe zamiast gotowej kokosowej mąki - smak ten sam, wartość ta sama, a dużo taniej.
Takie jedzenie to preludium do rezygnacji z pieczywa i cukru - taki rozbieg. Wiem, że jest mi potrzebny.
Jesz, najdasz się i nie czujesz się ciężko. Choćby po to warto.
Jestem z nas dumna, że dzielnie przygotowujemy kotlety z kaszy jaglanej czy pastę z fasoli. Wiecie co jest najbardziej zaskakujące, że zmienił nam się smak. Wszystko smakuje lepiej, intensywniej. Naprawdę.
W jedzeniu naprawdę jest moc i tylko od nas zależy co zjadamy. Życzę Wam dobrych wyborów i smacznej niedzieli:)