stylesheet' type='text/css'>

niedziela, 11 lutego 2018

Daj nam chwilę...

Byłam jakis czas temu na "Narzeczonym na niby".  Fajny film na lekkie popołudnie.
Usłyszałam tam kawałeczek piosenki, której po powrocie zaczęłam szukać w internecie.
I jej nie było:(
A dzisiaj już jest. Zwykle nie bywam fanką takiej muzyki ale tutaj mi się spodobało.

Daj nam chwilę



Już wiem... tę piosenkę napisali Małgorzata Dacko i Igor Herbut, a jak Igor coś napisze to zwykle mi się podoba:))

poniedziałek, 15 stycznia 2018

R.I.P Dolores :/


Wciąż nie mogę w to uwierzyć... ten głos, którego nie pomylisz z innym.




Dziś drżę jeszcze bardziej niż zwykle.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

2017/2018

2017

Sama przed sobą czuję, że nie mam o czym pisać. Mam same najgorsze myśli w swoim kierunku. Po pierwsze zmarnowałam czas. Miałam rok żeby zająć się najważnieszymi sprawami, a ciągle to odkładałam, działałam z doskoku. Priorytety chyba miałam inne. Zawsze znajduję jakieś wytłumaczenie. Zaprzepaściłam efekty pracy nad sobą, siłownia trzy razy w tygodniu, zdrowe jedzenie - gdy zaczynam tak żyć - szybko lepiej się czuję i lepiej wyglądam. Miałam takie 4 miesiące w 2017. Przestałam  tak żyć - efekt jojo. Każdego roku obiecuję sobie, że zmienię to na zawsze. W tym roku nie mam zamiaru, ta motywacja i energia same przychodzą. Może powinnam ale nie będę i nie chcę nic zakładać. Zachce mi się sportu i diety to to zrobię, nie zachce mi się - nie zrobię. Naprawdę ta presja wewnętrzna czy zewnętrzna bardzo są męczące i niewygodne, nie służą.
Pracę miałam zmienić, przepłakałam przez nią wiele wieczorów, zezłościłam się, piłam wino i co? I nic. Czasu nie miałam żeby poszukać, tyle miałam pracy w tej.
Zrywy spotkań  z ludźmi - czasem miałam czas, a czasem bardzo nie miałam i tez wszystko było tak w kratkę.
Do rodziców miałam częściej jeździć i co? Nie udało się.
Miałam mniej się bać ..jasne...
Pisać tutaj od czasu do czasu...tak...
No gdzie nie spojrzę coś zawaliłam!
Co za rok...

2018

Nie planuję niczego. Nie składam żadnych obietnic.
Chciałabym jednego - żebym zawsze, w każdej sytuacji umiała okreslić co jest najważniejsze i żebym się tego trzymała nie zbaczając z drogi. Żeby coś udało mi się od początku do końca. Żebym pod koniec 2018 r, uśmiechała się do siebie.

Wam też tego życzę. Uśmiechu do siebie, z bardzo wielu powodów.

wtorek, 1 sierpnia 2017

1 sierpnia

Jeśli Ktoś z Was czasem bywa w Warszawie i zna ją - tak jak ja - pędzącą bez pamięci, to koniecznie musi kiedyś być tutaj 1 sierpnia. To, jak jednoczy nas ta 17:00 jest nieporównywalne z niczym. Ta minuta, gdy patrzymy w niebo, a całe miasto - całe miasto - to pędzące - STOI.

Pamięć, cześć, chwała.



środa, 14 czerwca 2017

Muzycznie

Znałam kiedyś kogoś, kto kochał muzykę jak ja. Taką samą jak ja. Wtedy naprawdę napawaliśmy się nutami. Wiedziałam, słysząć jakąś piosenkę, że napewno tej osobie też się spodoba. Pisaliśmy w tym samym czasie sms "widziałaś już jest nowa płyta..." jakaś tam...
Fajowo było. Naprawdę - pod tym względem total synchro.
I choć dzisiaj znajomości juz brak, to przypiuszczam, że wciąż nam się podobaja podobne nuty.

Tak w ogóle o muzyce to ja by mogła dużo, bo bardzo, bardzo lubię. I choć bliższa mi sentymentalna spokojna muzyka to  czasem latem i ja zaszaleję:) Dzisiaj przedstawiam moje nieoczywiste upodobania ostatnich tygodni.
Czego, więc,  słucham dzisiaj?

1. Patrick The Pan - Nieodpowieść z Dawidem Podsiadłą (tak! odmienia się) . Tekst, muzyka głos i  teledysk. Serio, serio. Bardzo mnie wciąga.

2.  Miuosh z Kasią Nosowską, Tramwaje i gwiazdy  "dorośnij, dorośnij" - ciarrryyy!

3. Nowy Mrozu  - zawsze gdześ tam lubiłam chłopaka, a ta nowa płyta brzmi nieźle choć jeszcze wszystkiego nie słyszałam. Muszę sobie włączyć w słuchawkach.

4. No i na koniec - Męskie Granie 2017 - do sprzątania extra:))))


A co Wam dzisiaj w duszy gra?

poniedziałek, 12 czerwca 2017

A ja...

Jestem, jestem...
Raczej chyba nikt mnie nie szuka ale tak dla przyzwoitości i porządku piszę.
Skąd taka przerwa i co się działo?
Jak zwykle zajęłam się na 100 % pracą. Znów zmienił mi się szef, znów miałam bardzo dużo pracy.
Po dwóch miesiącach wege zaczęłam jeść mięso. Dlaczego?
Bo zaczęłam tyć:(
Na początku wow - warzywa i kasze, gotowanie i wilki fun, a później coraz gorzej - zamiast kotletów z groszku - naleśniki z dżemem, zamiast warzywnego leczo - ruskie pierogi albo makaron z pieczarkami. Pyszne ale mączne:/ Wiedziałam, że wcale nie o to mi chodziło a jakoś zapał opadł.
Postanowiłam poszukać innej drogi. Szukałam, szukałam i zaczęłam jeść mięso ale mądrze.
Eksperymentuję dalej - od 1.04 - nie jem cukru, nie jem soli, jem mięso ale rozsądne ilości i duszone, gotowane, na parze, z grilla - bez smażenia.
I stało się coś w co nie mogę uwierzyć... chodzę na siłownię. Naprawdę. Powinnam 3 razy w tygodniu i robię wszystko żeby tak się działo ale wciąż mam jakieś wymówki.
Praca do późna, brak siły, złe samopoczucie... zawsze coś.  (Sport jednak trochę zaczynam lubić, a to już coś.)
Ostatnio kolejna niesprzyjająca sytuacja - zapalenie oskrzeli. Niestety jestem teraz chora i choć biorę antybiotyk od kilku dni - wciąż kaszlę. Dzisiaj idę kontrolnie do lekarza, przypuszczam, że dostanę jeszcze kilka dni zwolnienia lekarskiego (choć mam nadzieję, że jednak nie) i być może jakieś leki, które mi w końcu pomogą. Już męczy mnie ten kaszel. Taka piękna pogoda, a ja uziemiona://
Lato przed nami jednak długie, oby było lepiej!

czwartek, 6 kwietnia 2017

WIOSNA

Jesteśmy piękni, trzydziestoletni...
(prawie:P)