Dawno nie byłam taka słodka jak dziś...
kazali wypić kubek glukozy i nie popijać...
zacisnęłam więc zęby, wypiłam duszkiem i trochę mnie zemdliło...
czuję tę glukozę do teraz :(
Jutro znów lekarz ... jakiś ten tydzień pod znakiem białego fartuszka:P
Dziękuję dzisiaj Paniom A .M. i E. za odwiedziny :))
wtorek, 20 marca 2012
poniedziałek, 19 marca 2012
"Nie ma kumpli nie ma nieprzyjaciół ..."
Czasami choćbyśmy nie wiem jak się zapierali, ewidentnie COŚ czy KTOŚ tam na górze podejmuje za nas decyzje...
Myślałam, że ta decyzja dzisiejszego popołudnia to właśnie jedna z tych ... i gdy już, już pojawiła się jakaś iskierka... gdy chyba kącik ust uniósł się ku górze i gdy jak na skrzydłach leciałam....
znów pozostałam sama ze sobą.
Radość zagłuszona racjonalnymi argumentami... i znowu serce walczy z rozumem. I znowu przegrywam.
Słone policzki. Przyspieszony rytm serca. Milion myśli. I tylko jedno mądre rozwiązanie - cisza i czas.
Cisza i czas ...
Cisza i czas ...
Jakie to trudne:(
Na pocieszenie kurczak z patelni grillowej (z biedronki) i warzywka na jutrzejszy lunch do pracy...
niedziela, 18 marca 2012
I koniec weekendu ...
Trochę zakupów i reszta dnia w łóżku z okropną migreną.... czuję w kościach, że jutro będzie padać.. :(
Po sobotnich spacerach i bardzo fajnym dniu wczoraj, dzisiaj musiało być już gorzej w myśl zasady - czasem słońce, czasem deszcz....
ale to może oznaczać, że jutro będzie ok :)
OBY!
Mam jutro znów dzień pod znakiem LIMu. Ehhhhh....
kiedy to się w końcu skończy?!
Potrzebuje odpocząć tak naprawdę odpocząć - posiedzieć w domu, posprzątać, umyć okna ... no co?
każdy odpoczywa inaczej, a ja tak :)
Po sobotnich spacerach i bardzo fajnym dniu wczoraj, dzisiaj musiało być już gorzej w myśl zasady - czasem słońce, czasem deszcz....
ale to może oznaczać, że jutro będzie ok :)
OBY!
Mam jutro znów dzień pod znakiem LIMu. Ehhhhh....
kiedy to się w końcu skończy?!
Potrzebuje odpocząć tak naprawdę odpocząć - posiedzieć w domu, posprzątać, umyć okna ... no co?
każdy odpoczywa inaczej, a ja tak :)
Niedziela
Wczorajszy spacer sprawił, że sen tej nocy przyszedł bardzo szybko :)
Szkoda dnia na spanie i już wstaliśmy z Panem B. o 7:00.
Co tu robić? Gdzie pojechać? Dokąd pójść?
Pomysłów jest kilka....
zobaczymy co z tego wyjdzie :)
Na początek dnia ...
czwartek, 15 marca 2012
Czekanie i pracowanie...
Ostatnio mam bardzo mało czasu na pisanie...
choć tak naprawdę czas zawsze można znaleźć... to tylko wymówka...
Tak naprawdę nie mam o czym pisać.
P R A C A
to ostatnio wszystko co mam do powiedzenia...
ale już niedługo...już za chwileczkę.... przyjedzie z daleka Pani M...
i już się doczekać nie mogę:)
choć tak naprawdę czas zawsze można znaleźć... to tylko wymówka...
Tak naprawdę nie mam o czym pisać.
P R A C A
to ostatnio wszystko co mam do powiedzenia...
ale już niedługo...już za chwileczkę.... przyjedzie z daleka Pani M...
i już się doczekać nie mogę:)
środa, 14 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
Risotto z chorizo
Weekend w biegu. W takie weekendy się nie odpoczywa:(
W związku z tym trzeba tydzień zacząć solidną porcją obiadową w poniedziałkowy lunch...
Dzisiaj serwuję (na jutro) risotto z chorizo...
Prosty przepis od takiej jednej Pani B. a do dania - oczywiście kiełbasa chorizo, papryka, cebula, bulion, białe wino i ryż - najlepiej basmati.
Kiełbasę pokrojoną w dowolne kawałki podsmażamy z cebulą i papryką (trzeba od czasu do czasu pomieszać bo przypalona papryka to będzie koniec dla tego dania...), dodajemy szklankę bulionu i ryż (ja dałam szklankę) dodajemy pół lampki białego wina, zmniejszamy ogień i czekamy aż woda odparuje, a ryż napęcznieje...
i Voilà :)
Dzięuję Pani B. za przepis, a Pani P.za spotkanie............ w końcu :))
W związku z tym trzeba tydzień zacząć solidną porcją obiadową w poniedziałkowy lunch...
Dzisiaj serwuję (na jutro) risotto z chorizo...
Prosty przepis od takiej jednej Pani B. a do dania - oczywiście kiełbasa chorizo, papryka, cebula, bulion, białe wino i ryż - najlepiej basmati.
Kiełbasę pokrojoną w dowolne kawałki podsmażamy z cebulą i papryką (trzeba od czasu do czasu pomieszać bo przypalona papryka to będzie koniec dla tego dania...), dodajemy szklankę bulionu i ryż (ja dałam szklankę) dodajemy pół lampki białego wina, zmniejszamy ogień i czekamy aż woda odparuje, a ryż napęcznieje...
i Voilà :)
Dzięuję Pani B. za przepis, a Pani P.za spotkanie............ w końcu :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)
