stylesheet' type='text/css'>

niedziela, 19 października 2014

"Nikt nie przypływa."

Weekend pod znakiem choroby Pana B.
Podaję leki, pocieszam (bo to wszak ciężki czas), 
robię tysięczną herbatę z cytryną.
Katar ...kaszel... 
biedny cierpi...

Jestem dzielna.

Praca mnie stresuje.
Jutro kilka spotkań
w tym jedno 
najważniejsze.

Mam wrażenie, że biegam
ganiając swój ogon.
Ciężkie takie bieganie gdy właściwie nie widać celu.
Czekam aż ktoś klaśnie w ręce
i pokaże dokąd mam biec.

Czuję, że długo tak nie pociągnę.
Mam dość siebie takiej marudzącej
(mam wrażenie, że tylko to ostatnio umiem).

Moja siostra urządza mieszkanie
- wspieram  na ile mogę
(głównie przez telefon) - 
uwielbiam to robić to mnie relaksuje :)
Głównie kieruję się intuicją
ale jestem zodiakalnymi rybami
więc intuicja to moja mocna strona:)


Chyba jestem w pułapce.
Labiryncie, z którego nie znajduję wyjścia.
Miotam się.
Czekam co się wydarzy.
Wiem, że przecież musi być jakieś wyjście...




"Nikt nie przypływa."







3 komentarze:

  1. Zdrowia dla K. I dużo siły !!

    OdpowiedzUsuń
  2. O to ja dzisiaj ewidentnie mam dzień marudy... ale nie tylko dzisiaj, zdarzają mi się takie dni, tygodnie a i nawet miesiące. Nie jest łatwo, gdy nie widać celu - zgadzam się całkowicie. Jednak może gdy rozejrzysz się dookoła zobaczysz jakieś znaki, które podpowiedzą Ci gdzie masz pójść, co zrobić, a może co zmienić? Jeśli jednak to nie to... to może skusisz się na odrobinę przyjemności tylko dla siebie, by przełamać ten chwilowy marazm? Taka okazja może się szybko nie powtórzyć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chory mężczyzna - skąd ja to znam. Obchodzić się trzeba jak z jajkiem ;)
    Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć wyjście. Ono gdzieś musi być.

    OdpowiedzUsuń