Poznałam dzisiaj nieznane dotąd uczucie...
gościłam rodziców i babcię pierwszy raz
u siebie.
U nas.
Uczucie to...
dziwne... takie...
hm..
dorosłe.
Nawet bardziej niż w dniu gdy powiedziałam im,
że będę mieszkać z chłopakiem.
A jednocześnie...
przerażająco
uświadamiające, że
nie jestem już małą dziewczynką.
![]() |
weheartit.com |
-- // --
Ekipa sąsiadów skończyła wreszcie remont.
Nie możemy nacieszyć się ciszą.
2 lata temu w wakacje miałam to samo uczucie. Przyjechali rodzice, my jeszcze w narzeczeństwie. Wysprzątałam mieszkanie, ugotowałam obiad z 3 dań, mama upiekła ciasto. Dokładnie tak się czułam - uświadomiłam sobie, że czasy małej dziewczynki są już daleko za mną...
OdpowiedzUsuńI to w zasadzie tak, jak powinno być.
Usuńja nie lubie odwiedzin.
OdpowiedzUsuńmam wrażenie, że mnie obserwują, dopatrują się jakiejkolwiek niestaranności czy niedokładności z mojej strony.
oczywiście TO, że coś znajdą dzieje się tylko w mojej głowie.
heh :P
Ja generalnie też lubię być sama ze sobą ale pierwszy raz przyjechali zobaczyć mieszkanie więc sama rozumiesz... chciałam się pochwalić:)
Usuńrozumiem, rozumiem :D
Usuńu mnie troszkę inaczej bo sami pomagali remontować ;-)
ale teraz jak zrobimy sobię ten salon to może rusza dupke przez 2 osiedla i będa podziwiać ;D
znam temat... tez tak miałam początkowo :) dziwne w sumie uczucie, podawać do stołu, oprowadzać po własnych kątach... dziwne, ale miłe :)
OdpowiedzUsuńJa się bardzo cieszyłam na takie pierwsze odwiedziny, najpierw na wynajmowanym, potem już na własnym. Nie mogłam się doczekać aż będę mogła zrobić posiłek na większą ilość osób i wykorzystać nasz sprytny drewniany stół, który był jedną z tych większych inwestycji do naszego m :) W sumie nawet nie odbierałam tego jak pożegnanie się z byciem małą dziewczynką, po prostu cieszyłam się, że to w końcu ja wszystko szykuje i wszystkich karmię. Żałuję, że tak rzadko mam ku temu okazję, bo rodzice nie za często jeżdżą w odwiedziny tutaj, my jeździmy częściej do nich. Co do dzieciństwa, to żałuję bardzo, że tak szybko się skończyło i gdyby to było możliwe chętnie wróciłabym czasem do tych beztroskich lat, kiedy głównym problemem było to, że jest się ostatnią osobą na podwórku, która nie umie zrobić tzw.trójek na poziomie udek w grze w gumę ;)
OdpowiedzUsuńJa uwielbiam takie wizyty. Popisuję się wtedy jak mogę :) Wymyślam różne rzeczy co by wszystkim pokazać jak sobie dobrze radzę :)
OdpowiedzUsuńHehe mam tak samo :)
Usuńwizyty są fajne o ile najbliżsi nie podcinają skrzydeł :/
OdpowiedzUsuń