stylesheet' type='text/css'>

środa, 27 sierpnia 2014

Schyłek lata

Dziwne to jest uczucie...
jakbym wpadła do studni.
Jacyś ludzie stoją nade mną i patrząc w głąb kiwają głowami...
"chyba nic z tego nie będzie"...
Krzyczę.
Gdzie jest mój mąż....?
Gdzie On jest?
 
 
 
 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Magia w blasku księżyca

Colin Firth.
Lazurowe Wybrzeże.
Klimat retro.
Woody Allen,
który nie zawodzi.
 
Warto.
 
filmweb.pl

"Dyskretnej troski trzeba mi "(Hey)

Kiedy wracam do domu po pracy
codziennie zastanawiam się
co ja dzisiaj będę robić...
 
... bo przecież ile można sprzątać?
 
Coraz mniej pracuję w domu.
Coraz wcześniej chodzę spać.
Potem budzę się o czwartej i patrzę przez godzinę w sufit.
Gdzie jest sens tego wszystkiego?
 
Czekam na jesień.
Choć wiem, że niczego nie zmieni.
 
Jestem osobą, która wszystko planuje.
Jeśli nie mam na coś wpływu bardzo to przeżywam.
Życie pokazuje, że na większość nie mam wpływu.
 
 
Czuję, że jestem coraz dalej...
myślami ... wszystkim ...
 
-- // --
 
"[...] Nadwrażliwość to mój wróg
Przerost duszy nad rozumem"
 
 
 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Niedzielnie

Siadam czasem przy stole,
otwieram laptopa,
patrzę na tę białą stronę
i nie wiem co napisać.
 
Dzisiaj znów boli mnie żołądek,
a przecież nic takiego nie zjadłam.
Męczy mnie ten ból
bo jest taki "głuchy", nijaki...
obawiam się, że skończy się wizytą
u lekarza.
Nie chciałabym bo na samą myśl
o kolejnych tabletkach
mnie mdli.
 
Kolejny tydzień przede mną,
kolejny ciężki tydzień.
 
Tak sobie teraz myślę...
a może jednak wszystko będzie dobrze...
bo przecież nie może ciągle być źle.
 
 
Wypatruję więc małych plusów.
Rozglądam się uważnie.
 

sobota, 23 sierpnia 2014

Weselny klimat

Nie jest to moja ulubiona impreza...
ludzie, których nie znam, dużo jedzenia, którego tknąć nie mogę,
alkohol, którego nie piję, mój mąż który nie przepada za tańcem.
Ale w końcu to szwagier się żeni więc trzeba :)
 
U nas dzisiaj weselny klimat.
 

piątek, 22 sierpnia 2014

"No cóż, przykro mi, czasami tak się zdarza"...

...
- dźwięczy w uszach...dzwoni...
no wiem, że tak się czasem zdarza.
I co w związku z tym...?
Większa dawka leków
i
do zobaczenia w październiku.
Czekamy.
 
 
 
 
-- // --
 
Who will take me somewhere ?

czwartek, 21 sierpnia 2014

Co słychać?

Tak, nie było mnie przez jakiś czas.
Dużo się dzieje.
Najpierw gościłam mamę i siostrzeńca - były zakupy, Stare Miasto, Kino, Stadion Narodowy,
kilka placów zabaw - było bardzo, bardzo miło.
Później byłam kilka dni na wsi, było słońce,
maliny,śliwki, dzieci, 
goście.
Później urlop się skończył
i zaczęła się codzienność.
Codzienność w pracy, którą codziennie przypłacam zdrowiem.
Jeszcze nigdy nie było tak ciężko, niestabilnie.
Codziennie rano piję melisę
drżę o swój zespół o moich podwładnych,
jak kwoka.
Drżę o siebie.
Pan B. szuka pracy od 4 miesięcy
- nie jest lekko.
Jeśli za chwilkę ja też będę musiała poszukać pracy
to będzie bardzo ciężko :((
Staram się o tym nie myśleć, staram się być twarda
ale chyba moje nerwy, serce, brzuch
żyją swoim życiem i nie wierzą mojemu uśmiechowi.
Sama tez już przestałam mu wierzyć.
Kończą mi się pomysły skąd brać siłę...
modlę się, nawet częściej
 ale czasem dławię się łzami, słowa grzęzną w gardle.
Siostra segreguje dziecięce ubranka - które się jeszcze nadają, a które nie.
Jeśli się nadają wyśle je paczką w styczniu .
No pewnie...po co one tutaj.
Za dużo myślę, za mało działam.
Leki mam jeszcze na 4 miesiące
patrzę co wieczór na tabletkę opisaną dniem tygodnia
i szepczę "nienawidzę cię", nie umiem myśleć o nich inaczej.
Powinnam być mądra - pomyśleć, że są drogą.
Nie umiem w te sposób.
Jutro idę do endo, wyniki badań mam lepsze ale
boję się co powie. Boję się za każdym razem gdy tam idę.

Jak zwykle w głowie za dużo, na głowie za dużo.
Jak to jest, że się to wszystko jakoś kręci.
Sama nie wiem.
Mniej piszę żeby nie jęczeć. 
Ale czytam Was codziennie.