Jestem, jestem...
Raczej chyba nikt mnie nie szuka ale tak dla przyzwoitości i porządku piszę.
Skąd taka przerwa i co się działo?
Jak zwykle zajęłam się na 100 % pracą. Znów zmienił mi się szef, znów miałam bardzo dużo pracy.
Po dwóch miesiącach wege zaczęłam jeść mięso. Dlaczego?
Bo zaczęłam tyć:(
Na
początku wow - warzywa i kasze, gotowanie i wilki fun, a później coraz
gorzej - zamiast kotletów z groszku - naleśniki z dżemem, zamiast
warzywnego leczo - ruskie pierogi albo makaron z pieczarkami. Pyszne ale
mączne:/ Wiedziałam, że wcale nie o to mi chodziło a jakoś zapał opadł.
Postanowiłam poszukać innej drogi. Szukałam, szukałam i zaczęłam jeść mięso ale mądrze.
Eksperymentuję
dalej - od 1.04 - nie jem cukru, nie jem soli, jem mięso ale rozsądne
ilości i duszone, gotowane, na parze, z grilla - bez smażenia.
I
stało się coś w co nie mogę uwierzyć... chodzę na siłownię. Naprawdę.
Powinnam 3 razy w tygodniu i robię wszystko żeby tak się działo ale
wciąż mam jakieś wymówki.
Praca do późna, brak siły, złe samopoczucie... zawsze coś. (Sport jednak trochę zaczynam lubić, a to już coś.)
Ostatnio
kolejna niesprzyjająca sytuacja - zapalenie oskrzeli. Niestety jestem
teraz chora i choć biorę antybiotyk od kilku dni - wciąż kaszlę. Dzisiaj
idę kontrolnie do lekarza, przypuszczam, że dostanę jeszcze kilka dni
zwolnienia lekarskiego (choć mam nadzieję, że jednak nie) i być może jakieś leki, które mi w końcu pomogą.
Już męczy mnie ten kaszel. Taka piękna pogoda, a ja uziemiona://
Lato przed nami jednak długie, oby było lepiej!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waga wiarygodności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waga wiarygodności. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 czerwca 2017
niedziela, 26 lutego 2017
Co ostatnio zjadamy?
Są takie trzy kobietki w sieci, których osobiście nie znam ale często czytam co piszą, oglądam ich zdjęcia i filmy, które nagrywają. Inspiruje mnie wiele osób, tych w Internecie też, ale te trzy Panie szczególnie polubiłam. To Justyna, Basia i Monika - pewnie większość z Was też je zna. Kiedy mam takie chwile - "jestem do niczego, nic mi się nie udaje..." to wpadam do nich na dziesięć minut czy na dwie i zaraz mi lepiej. Mądre te dziewczyny są, takie normalne, mówią, że one też mają gorsze dni i problemy. I naprawdę polubiłam je wirtualne.
Dlaczego Ci o tym mówię? Bo ostatnio zainspirowały mnie na dobre. Chyba przypadkiem tak się złożyło, ze gdy byłam chora niedawno, a jak wiesz przez prawie miesiąc nie mogłam pozbyć się kataru na przemian z kaszlem, totalnie straciłam apetyt na mięso. Po prostu nie mogłam piec, smażyć, gotować, kroić mięsa... straciłam też jakby smak i umiejętność doprawiania go. Pan B. mruczał pod nosem, że coś jest nie tak z tym kotletem, a ja patrzyłam na kotlet z daleka z miną pt. jakże można to jeść? Musisz wiedzieć, ze byłam wielką wielbicielką wędlin - dzisiaj mam wrażenie, że ich skład to sama sól.
Znam już trochę siebie i wiem, ze mój organizm umie poprosić o pewne witaminy czy składniki mineralne - znacie to też - drżąca powieka albo taki apetyt na pomarańcze, że nie można się przed nim obronić. Ja też tak miewam i tutaj też uwierzyłam swojemu wewnętrznemu głosowi, który odrzucił mięso.
W tym samym czasie natknęłam się na posty dziewczyn o zdrowym jedzeniu i wpadłam. Stąd ten wstęp o ich blogach i inspiracji.
Zaprosiłam też do takiego jedzenia Pana B., który na razie dzielnie sobie radzi. Nie jesteśmy ortodoksyjni, słuchamy siebie. Ja jeszcze tak nie miałam, ale jeśli Pan B. ma ochotę na kotleta to zjada go na obiad w barku w pracy. Zdarzyło się to jednak dopiero jeden raz, a trwamy tak już miesiąc. Co więc jemy?
Jemy sery i jajka, jemy też ryby, jemy kasze, warzywa strączkowe i wszelkie inne jemy też owoce. Jemy gluten - choć pewnie wszystkie obecne mody i poradniki polecają by go wykluczyć - jemy, ale staramy się jeść jak najmniej pieczywa, a pszennego nie jemy w ogóle.
Cukier - samo złooooo :)). Staramy się jeść go jak najmniej i zastępować owocami, orzechami ale nie czytamy etykiet z ketchupem aby znaleźć taki bez cukru. Mamy taką zasadę, że jeśli coś można zrobić samemu i wiedzieć co jest w środku to lepiej tak niż kupić "gotowca".
Myślę, że raczkujemy, pomagają nam przepisy z sieci, np:
http://ervegan.com/
http://www.jadlonomia.com/
http://ammniam.pl/
Czytam o tym trochę i faktycznie mimo, że to może chwilowa moda to jednak zdrowa.
Nie wydajemy na nią zbyt dużo pieniędzy, kg kaszy czy papryki to dużo mniej niż kg mięsa lub szynki, naprawdę gdyby to była droga dieta na pewno bym jej nie stosowała:) Można jeść siemię lniane zamiast chia albo zmielić wiórki kokosowe zamiast gotowej kokosowej mąki - smak ten sam, wartość ta sama, a dużo taniej.
Takie jedzenie to preludium do rezygnacji z pieczywa i cukru - taki rozbieg. Wiem, że jest mi potrzebny.
Jesz, najdasz się i nie czujesz się ciężko. Choćby po to warto.
Jestem z nas dumna, że dzielnie przygotowujemy kotlety z kaszy jaglanej czy pastę z fasoli. Wiecie co jest najbardziej zaskakujące, że zmienił nam się smak. Wszystko smakuje lepiej, intensywniej. Naprawdę.
W jedzeniu naprawdę jest moc i tylko od nas zależy co zjadamy. Życzę Wam dobrych wyborów i smacznej niedzieli:)
Dlaczego Ci o tym mówię? Bo ostatnio zainspirowały mnie na dobre. Chyba przypadkiem tak się złożyło, ze gdy byłam chora niedawno, a jak wiesz przez prawie miesiąc nie mogłam pozbyć się kataru na przemian z kaszlem, totalnie straciłam apetyt na mięso. Po prostu nie mogłam piec, smażyć, gotować, kroić mięsa... straciłam też jakby smak i umiejętność doprawiania go. Pan B. mruczał pod nosem, że coś jest nie tak z tym kotletem, a ja patrzyłam na kotlet z daleka z miną pt. jakże można to jeść? Musisz wiedzieć, ze byłam wielką wielbicielką wędlin - dzisiaj mam wrażenie, że ich skład to sama sól.
Znam już trochę siebie i wiem, ze mój organizm umie poprosić o pewne witaminy czy składniki mineralne - znacie to też - drżąca powieka albo taki apetyt na pomarańcze, że nie można się przed nim obronić. Ja też tak miewam i tutaj też uwierzyłam swojemu wewnętrznemu głosowi, który odrzucił mięso.
W tym samym czasie natknęłam się na posty dziewczyn o zdrowym jedzeniu i wpadłam. Stąd ten wstęp o ich blogach i inspiracji.
Zaprosiłam też do takiego jedzenia Pana B., który na razie dzielnie sobie radzi. Nie jesteśmy ortodoksyjni, słuchamy siebie. Ja jeszcze tak nie miałam, ale jeśli Pan B. ma ochotę na kotleta to zjada go na obiad w barku w pracy. Zdarzyło się to jednak dopiero jeden raz, a trwamy tak już miesiąc. Co więc jemy?
Jemy sery i jajka, jemy też ryby, jemy kasze, warzywa strączkowe i wszelkie inne jemy też owoce. Jemy gluten - choć pewnie wszystkie obecne mody i poradniki polecają by go wykluczyć - jemy, ale staramy się jeść jak najmniej pieczywa, a pszennego nie jemy w ogóle.
Cukier - samo złooooo :)). Staramy się jeść go jak najmniej i zastępować owocami, orzechami ale nie czytamy etykiet z ketchupem aby znaleźć taki bez cukru. Mamy taką zasadę, że jeśli coś można zrobić samemu i wiedzieć co jest w środku to lepiej tak niż kupić "gotowca".
Myślę, że raczkujemy, pomagają nam przepisy z sieci, np:
http://ervegan.com/
http://www.jadlonomia.com/
http://ammniam.pl/
Czytam o tym trochę i faktycznie mimo, że to może chwilowa moda to jednak zdrowa.
Nie wydajemy na nią zbyt dużo pieniędzy, kg kaszy czy papryki to dużo mniej niż kg mięsa lub szynki, naprawdę gdyby to była droga dieta na pewno bym jej nie stosowała:) Można jeść siemię lniane zamiast chia albo zmielić wiórki kokosowe zamiast gotowej kokosowej mąki - smak ten sam, wartość ta sama, a dużo taniej.
Takie jedzenie to preludium do rezygnacji z pieczywa i cukru - taki rozbieg. Wiem, że jest mi potrzebny.
Jesz, najdasz się i nie czujesz się ciężko. Choćby po to warto.
Jestem z nas dumna, że dzielnie przygotowujemy kotlety z kaszy jaglanej czy pastę z fasoli. Wiecie co jest najbardziej zaskakujące, że zmienił nam się smak. Wszystko smakuje lepiej, intensywniej. Naprawdę.
W jedzeniu naprawdę jest moc i tylko od nas zależy co zjadamy. Życzę Wam dobrych wyborów i smacznej niedzieli:)
sobota, 9 lipca 2016
Dlaczego nie ?
Boję się, że moje życie wywróci się do góry nogami,
że nie zapanuję nad tym co mnie czeka,
że sama sobie nie dam sama rady, a nikt mi nie pomoże,
że będę zmuszona kogoś poprosić o pomoc,
że będę musiała z tej pomocy skorzystać,
że będę zmuszona kogoś poprosić o pomoc,
że będę musiała z tej pomocy skorzystać,
że będzie coś nie tak,
że stanie się coś naprawdę złego,
że jeśli tak się stanie - nie przeżyję tego,
że stanie się coś naprawdę złego,
że jeśli tak się stanie - nie przeżyję tego,
że jest za późno,
zdecydowanie za późno,
zdecydowanie za późno,
że stracę pracę,
że wypadnę z rynku,
że wypadnę z rynku,
że nie będę umiała nic zrobić dobrze,
że nie wystarczy mi pieniędzy,
że będę oceniana,
że nie będę w stanie już nic dla nikogo zrobić,
że zawiodę wszystkich,
że zawiodę wszystkich,
że będę jeszcze grubsza i już nigdy nie schudnę,
że wszystko wymknie się spod kontroli,
że plany już nigdy nie będą miały miejsca,
że będę musiała dać z siebie dużo,
że będę musiała Mu zaufać bardziej,
że się po prostu do tego nie nadaję.
że plany już nigdy nie będą miały miejsca,
że będę musiała dać z siebie dużo,
że będę musiała Mu zaufać bardziej,
że się po prostu do tego nie nadaję.
Strach jest dziś większy niż pragnienie,
o
22:58
Etykiety:
Cudze chwalicie...,
Marzenia,
Pani-B,
pozostałe,
W drodze,
Waga wiarygodności
poniedziałek, 20 czerwca 2016
niedziela, 21 czerwca 2015
Rowerowelove
Niedziela -
noc,
lato.
14 km na rowerze,
mój nowy sposób na spędzanie wolnego czasu.
Kiedy tak sobie jadę - myślę o niczym,
bardzo potrzebny mi taki czas.
Dzisiaj dzień grzechów - zjadłam lody i kilka chipsów.
Na jutro zrobiłam zapiekankę z indykiem i cukinią
już dietetycznie i prawidłowo.
Jutro kolejny cieżki tydzień się zaczyna.
Mam nadzieję, że jakoś przeżyję
a gdy będzie smutno -
wsiądę na rower
znowu.
niedziela, 7 czerwca 2015
U nas
Długi weekend
trochę u rodziców,
trochę na Roztoczu.
Horyniec, Lubycza, Telatyn.
Korzenie męża.
Dzisiaj już myślami w pracy.
To był bardzo trudny krótki tydzień.
3 dni, które zapamiętam na długo.
Jutro kolejny trudny dzień -
codzienność.
Z dobrych wiadomości -
dieta trwa, choć nie jest lekko.
środa, 20 maja 2015
Centrum wszechświata
Pewnego dnia ktoś z Was mi napisał, że jestem egoistką.
Wtedy jakoś tak pomyślałam - może faktycznie.
Dzisiaj jestem innego zdania.
Jestem kierowana podświadomą potrzebą akceptacji.
Chcę (choć jeszcze nie wiem czemu) być przez wszystkich lubiana.
Często mam wyrzuty sumienia, że nie mogłam, nie umiałam komuś pomóc,
zadręczam się.
Myślę, że to nie jest zdrowe.
Fizycznie ani psychicznie.
Zajmując się wszystkim na raz, znów zaniedbałam siebie,
a widzę, że jak tylko sobie odpuszczę chociaż na chwilę
to staję się smutna, zawiedziona (zawodzę sama siebie)
i nieszczęśliwa.
Będę więc teraz
centrum wszechświata
dla siebie.
Muszę uporządkować na nowo tematy zdrowotne,
które się na maxa rozjechały.
Pewnie znów ktoś napisze, że to egoistyczne
ale przecież ja też chcę w moim życiu
spokoju i porządku i szczęścia.
Nie jest mi łatwo to napisać
bo jeszcze do końca nie wiem
czy stać mnie na takie podejście.
Muszę coś jednak ze sobą zrobić.
Muszę!
niedziela, 18 stycznia 2015
Niedziela
Jutro znów staję na starcie o 6:00
i czekam na wystrzał.
Potem biegnę, coraz szybciej
każdego dnia coraz szybciej
aby jakoś dobiec do mety w piątkowe popołudnie.
Nie jest lekko, buty mam niewygodne,
nie znam trasy, po drodze kilka osób
spycha mnie z toru.
Co jest na końcu poza metą...
jeszcze nie wiem.
Jest moment na położenie się na bieżni
i oddychanie pełnymi piersiami.
Nie zwyciężyłam jeszcze ani razu,
więc wciąż staję do tego wyścigu.
Co poniedziałek o 6:00 rano.
Przestałam o tym myśleć,
że płynie czas, że nie mam szans,
że inni są szczęśliwsi.
Do dzisiaj.
Wróciła myśl -
z inną miałby wszystko,
a co ja mogę mu dać
poza
nieobecnością?
czwartek, 12 czerwca 2014
Nowa strona
Dodałam nową stronę powyżej "Waga wiarygodności"
tam zapisuję swoją oczyszczającą drogę gdyby Ktoś chciał śledzić:)
wtorek, 10 czerwca 2014
Oczyszczanie dzień 2
Bardzo nie lubię kiedy moje myśli krążą wokół jedzenia.
Ale kiedy myśli się co się je, to chyba w zasadzie ok.
Często naprawdę nie myślimy co wpada nam do żołądka
i jak to wpływa na nasze samopoczucie.
JA zwykle też o tym nie myślałam.
Ważne żeby nie czuć głodu, po prostu.
Kiedy usłyszałam, ze warzywami mam się najadać...
miałam mieszane uczucia
(a musicie wiedzieć, ze nie jestem wielbicielką warzyw,
które nie są dodatkiem do czegoś tam...)
ale cóż...
pierwszy dzień za mną.
Jakoś przeżyłam, a najtrudniej zawsze zacząć:)
Co dzisiaj zjem w pracy ?
Śniadanie to mix owoców (kiwi, brzoskwinia, jabłko, gruszka)
obiad - zupa kalafiorowa,
mam sałatkę na podwieczorek(sałata, pomidor, awokado, sok z cytryny)
i pudełko młodej marchewki gdyby chciało mi się jeść.
Pani dietetyk jeszcze proponowała soki warzywne...
muszę do tego chyba dojrzeć.
Wiecie co jest najtrudniejsze?
Znaleźć czas żeby to zjeść.
Po prostu :)
Postaram się nie pisać codziennie o tym :P
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Oczyszczanie
Od dzisiaj do 24 czerwca
jestem na diecie oczyszczającej.
Pisze tutaj żeby było mi łatwiej wytrwać.
Mam jeść tylko owoce i tylko warzywa -
postacie wszelakie.
http://healthysportlife.pl/ |
niedziela, 8 czerwca 2014
Weekendowo
Wschód słońca nad Warszawą.
Nie wiedziałam, że o 03:30 jest już właściwie widno.
Zawiozłam siostrę na lotnisko,odpoczywa już w Tunezji.
Wcale jej nie zazdroszczę.
Po powrocie spalam do 11:00
mam zawsze wyrzuty sumienia gdy marnuję czas,
to się jakoś nazywa ???
Ugotowałam obiad.
Właściwie upiekłam...
do pewnych smaków się dorasta.
Łosoś + sałatka ze szpinaku.
Pyyyszne.
Polecam.
Niedzielny relaks przed TV i z książką.
Weekendy są dla mnie często męczące.
Zbyt dużo myśli.
Ten, jak dotąd, nie jest najgorszy.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rower
Postanowiłam, że nie będzie już pracy 12 godzin dziennie.
Będzie 11 godzin.
Godzinę przeznaczam na rower.
Pan B. przyłącza się do akcji.
weheartit.com |
Lubię to.
środa, 12 czerwca 2013
Waga wiarygodności
Stanęłam przed lustrem i pomyślałam:
"Przecież w życiu nigdy się nie poddaję, jestem silna
i zawsze doprowadzam sprawy do końca.
Nie wyglądam jednak na taką osobę.
Muszę stać się bardziej wiarygodna."
OD DZIŚ!
Subskrybuj:
Posty (Atom)