Nie wierzyłam,że to możliwe
ale przez te pięć dni
naprawdę przestałam się zamartwiać.
Wyłączyłam służbową pocztę.
Wyłączyłam się.
Wyjeżdżałam wczoraj z lekkim smutkiem.
Jednak istnieje życie poza korporacją.
I nie jest ani trochę gorsze.
W sobotę lubelska podróż sentymentalna:)
A na zakończenie urlopu pyszny grill :)
Do pracy wracam we środę
na razie rozleniwiona...
może energia pojawi się jak już tam wrócę?
Mam nadzieję, że wrócę też do siebie
takiej jaką byłam zawsze.
Uśmiechniętej i optymistycznie patrzącej w przyszłość.
Z lekkim uśmiechem wypatruje ukochanej jesieni...






















