Doczekałam się weekendu, o którym marzyłam od trzech miesięcy.
Był czas na spokojne pooglądanie telewizji.
Był czas na poszperanie w internecie.
Na zakupy był czas.
I na pierwszy w życiu, samodzielnie wykonany, sernik.
Był czas na posłuchanie Kasi S.
Poza tym była wizyta w warsztacie samochodowym i cena naprawy,
z którą wciaż próbuję się pogodzić.
Była wizyta u Jasia (na chwilkę ale jednak się udało:))
Było spotkanie z nowymi sąsiadami.
Był sen w środku dnia co mi się raczej nie zdarza.
Były śmiechy i wygłupy z Panem B.
Było w końcu tak, jak miało być.







